wtorek, 30 października 2007
strach i nadzieja
sobota, 13 października 2007
trauma
sobota, 6 października 2007
poniedziałek, 1 października 2007
pępowina
Musi być tak – i zgadzam się z tym w całej rozciągłości – że dzieci w pewnym momencie stają się niezależni od rodziców. Ideałem by było, gdyby mogli zamieszkać osobno i mieć możliwość utrzymać się samodzielnie. Problem w tym, że w obecnej sytuacji ekonomiczno-polityczno-społecznej jest to niemożliwe. Więc trzeba się usamodzielnić przynajmniej w sferze mentalnej. Wymaga to jednak pracy i decyzji obu stron.
A ja…?? Chyba nie do końca tę pępowinkę odcięłam. I na pewno jest w tym także moja wina, moja wygoda, choć czasem mam ochotę „obwiniać” moich rodziców, zwłaszcza mamę. Faktem jest, że z konieczności jestem uzależniona od rodziców finansowo. Wkurza mnie to maksymalnie. A jeszcze bardziej mnie denerwuje, że nie mogę nic z tym zrobić. Nie byłoby to jednak takie straszne, gdyby nie to, że cały czas muszę się tłumaczyć rodzicom ze swojego postępowania. Wiem, wstyd się przyznać.
Z drugiej strony muszę też ich zrozumieć zwłaszcza teraz, gdy wszyscy stajemy w obliczu choroby.
Mam jednak swoje lata i na pewne sprawy rodzice nie powinni mieć już wpływu. Ale mają i pewnie długo nie przestaną. Martwi mnie to.
Nie szukam usprawiedliwień, ale dopóki nie usamodzielnię się w sensie finansowym. Oczywiście to niczego do końca nie załatwia, ale znacznie ułatwia. Bo kiedy się nie zarabia to trzeba prosić rodziców o pieniędzy nawet na głupi bilet!! Bynajmniej nie kinowy, bo o tym to nawet marzyć nie mogę :-(
Mam nadzieję, że kiedyś będzie to możliwe…
niedziela, 30 września 2007
już był(a) w ogródku, już witał(a) się z gąską
sobota, 29 września 2007
un viaggio
Quello che resta del mio vecchio mondo
vada pure a fondo non m'interessa piu'
Anche se e' dura e se mi perdero'
io non avro' paura e non mi pentiro'
Ora che finalmente sono in viaggio
con te verso chissa' che
Un viaggio per sempre in mare aperto
e' tutto quanto incerto
ma non mi rattristera'
la mia vita e' tutta quanta
un viaggio
lontano da ogni porto
avro' quell'entusiasmo
che ovunque mi aiutera'
E' la tanta dolcezza
con cui mi guarderai
che mi dara' il coraggio
che non ho avuto mai
quello che conta e' che
siamo in viaggio io e te
verso un nuovo giorno
Un viaggio per sempre in mare aperto
ci basta un po' di vento
e in salvo ci portera'
la mia vita e' tutta quanta
un viaggio lontani da ogni porto
in mezzo ad un conerto
che ci accompagnera'
fino a quell'orizzonte al di la' del quale c'e' ancora un orizzonte
da cui ricominciare
apposta li' per noi, apposta li' per noi
per noi che siamo in viaggio
e non torneremo indietro mai.
To pieśń o tym, że życie jest podróżą. I ja chyba też właśnie zaczynam swoja nową podróż daleko od wszytskich portó świata. I wystarczy mi odrobina wiatru, by tę podróż kontynułować. Bez strachu, z odwagą jakiej do tej pory nie miałam. Choć to ostatnie wcale nie jest takie pewne...
Piękna to pieśń, to pieśń dla mnie na ten czas...----------------- Wybaczcie za to, że brak tu enterów i piosenka jest napisana jednym ciągiem, nie tak miało być. Nie opanowałam jeszcze sztuki świetnego formatowania moich postów. Jak ktoś wie jak to robić - pomóżcie!!
wtorek, 25 września 2007
osiołek - część druga
sobota, 22 września 2007
osiołkowi w żłoby dano...
czwartek, 20 września 2007
szczęście?? szczęśćie!! szczęście...
poniedziałek, 17 września 2007
home, sweet home
- nie byłam do końca przekonana czy kierowca jednak nie zdecyduje się pojechac do Neapolu zamiast do Rzymu
- z trudem dotarłam o czasie na lotnisko
- lądowanie było okupione całkiem poważnymi turbulencjami.
Spędziłam jednak piękne i wesołe chwile we Włoszech. Mimo wszystko czuję się tam jak u siebie. Nawet jeśli cały czas jestem tam gościem (i w Italii jako takiej i u Carla czy Justyny). Nawet jeśli nie jestem (i pewnie długo, o ile w ogóle) niezależna... Tak, to mój drugi dom. choć ostatni moj pobyt pozwolił mi nieco odmitologizować i Termoli i Włochy. Zwłaszcza, że zobaczyłam Ascoli. Jest piękne (gdzie ja podziałam kartkę stamtąd????????????). Jako turystka zachwyciłam się tym miastem. Nie wiem czy mogłabym tam żyć. W Termoli znam juz niemal wszystkich :-)
Tak, te kilka dni w Abruzzo i Marche przeznaczone na wypoczynek, zwiedzanie i zabawę były naprawdę mi potrzebne. Niby "odpoczywam" cały czas, a jednak takie wypady są rzeczywiście relaksujące. Teraz tylko czekam na zdjęcia, żeby w każdej chwili móc sobie przypomnieć sobie te chwile :-) No i dzieki temu wyjazdowi mam nową fascynację muzyczną: Piero Mazzocchetti... ciekawe czy sprzątaczka znalazła plakat ukryty za kanapą, a który Carlo "ukradł" pod osłoną nocy :-)
Poza tym miło jest wiedzieć, że pomimo tych kilku miesięcy jakie upłynęły od mojego wyjazdu, ludzie mnie paiętają i cieszą się z mojego przyjazdu. I z różnych przyczyn czekają własnie na mnie. Z Zaskoczeniem przyjęłam słowa Piny, że dzieje się tak dlatego, że roztaczam wokół siebie jakis wdzięk, spokój, światło... Aż się zarumieniłam.
Na pewno wrócę do Włoch. Ciekawe tylko kiedy i w jakim charakterze...