wtorek, 23 lutego 2010

Va' dove ti porta il tuo cuore

Minęło mnóstwo czasu od ostatniego wpisu. Czasu, którego niemal nie zauważyłam. Czasu, w którym wydarzyło się tak wiele. Począwszy od kwitnącej przyjaźni, poprzez dziwną sytuację w pracy i absolutny brak motywacji, na nowych planach skończywszy.
Gdzie mnie niesie moje serce? Zapewne w stronę rozwoju zawodowego. I to jest mój wybór. Absolutnie świadomy. Co nie oznacza, że pewnego dnia nie odkryję, iż jest inne pole, na którym chcę i powinnam się realizować. Bo moje serce lubi ostre wiraże...
Zatem idę wedle głosów mego serca. I pozwalam sobie zgadzać się na błędy.

środa, 28 października 2009

mogę wszystko

Ok, ok... Kwantyfikatorów wielkich używać należy ostrożnie. Tytuł tego wpisu brzmi jednak bardzo optymistycznie, a właśnie optymizm jest mi dziś wyjątkowo potrzebny.
Wyjazdowa część urlopu, przesilenie jesienne i trudny ostatnich kilku miesięcy sprawiły, że od pewnego czasu nie czułam się najlepiej. Zaczął mnie dopadać smutek graniczący z depresją - wiem o czym mówię. Dziś jednak zrozumiałam, że nad pewnymi wydarzeniami MAM kontrolę. Mogę zapanować nad swoimi reakcjami - przynajmniej niektórymi. Mogę kształtować swoją przyszłość...
Dobrze mieć świadomość, że na część moich reakcji wpływają czynniki zewnętrzne (pogoda, zmęczenie) i "wewnętrzne" (hormony). To pozwala na to, by się zatrzymać i pójść dalej. Nie wiem czy to będzie pójście prostą drogą, czy kolejny zakręt. Okaże się za jakiś czas.
(Gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie o determinizm i wolną wolę...)
A jeśli wszystko mogę, to może warto zrobić cokolwiek.
Fakt, iż wszystko mogę nie oznacza, że zrobię wszystko - to nawet nie jest fizycznie możliwe. Powtarzam jednak - warto zrobić cokolwiek.
Jakie są zatem plany na najbliższy czas? Zadbać o rozwój TM i o skuteczność w pracy. W obu przypadkach mam już pewne plany bardzo konkretne: strona internetowa, przygotowane spotkanie zarządu i klubu, promocja, determinacja przy pozyskiwaniu klientów (postaram się nie przejmować odmowami).
Warto jednak zrobić coś nowego... Czy to będzie współpraca przy nowym projekcie P.? W ciągu najbliższych kilku tygodni - tak.
Planów i pomysłów mam więcej. Robiąc jednak wszystko - nie zrobię nic.

kawiarniany szał

Tym razem październikowy urlop - część wyjazdowa - stał pod znakiem chłodu i deszczu. Troszkę żałuję. Miałam nadzieję, że pospaceruję po krakowskim starym rynku, plantach... Rzeczywiście spacerowałam, ale głównie po alejkach galerii krakowskiej. Jakby nie było - również ciekawe doświadczenie.
Warszawa i Poznań (zwłaszcza Poznań) to były kawiarnie i książki. Za zimno było na spacery.
Polecam Empik Caffe w Starym Browarze. Wyjątkowa cisza w centrum handlowym, dobra kawa i herbata, bardzo miła obsługa. A jeśli ktoś chce zjeść pyszne lody - Italian w Galerii Krakowskiej. Hałas nieprzeciętny, tłum trudny do opisania (byłyśmy tam w niedzielę...), ceny dość wysokie, ale jaki smak... Mniam, mniam :-) Podobno kawiarnia tej sieci jest również w warszawskiej Arkadii. Szkoda, że w Toruniu nie ma naprawdę przyzwoitej lodziarni :-(

sobota, 3 października 2009

sto

  1. Setny wpis zasługuje na sto punktów. Na siłę ich wymyślać nie będę.
  2. Wpis poprzedni mógł sugerować, że nie dość dokładnie odrobiłam lekcję dotyczącą samotności. Odrobiłam fantastycznie. Zdarza się jednak, że chciałabym mieć z kim porozmawiać. O wszystkim i o niczym.
  3. A jeśli mowa o samotności. Jeśli już jestem sama (co mi nie przeszkadza i te słowa nie są udowadnianiem sobie czegokolwiek), to bardzo chętnie zamieszkałabym wreszcie sama. Byłoby miło.
  4. Nie jestem Kopciuszkiem… Bardzo bym chciała, ale nie jestem. Wydoroślałam…
  5. Wysoki poziom stresu i adrenaliny utrzymywał mnie przy „życiu” przez ostatnich kilka tygodni.. Od kilku dni próbuję dojść do siebie. Trudna sprawa.
  6. Wiem, że w tej sytuacji przydałby się odpoczynek. Taki porządny (hehe, nie umiem odpoczywać!!). Urlop co prawda jest zaplanowany, ale plany nieco się zmieniły.
  7. Kraków na razie pozostaje niezmienny. Szkoda, że Marta nie pojedzie.
  8. Plany są po to, by je zmieniać. Niestety, ostatnio zbyt wiele planów się zmieniło…
  9. Zdaję sobie sprawę, że wzrost następuje w następstwie zmian. Tych jednak jest tak wiele, że ich nie ogarniam.
  10. Zmieniają się plany także te, na których realizację czekałam już od pewnego czasu. Poczekam jeszcze trochę. Wierzę, że warto.
  11. Wierzę, że nie tylko ja oczekuję na realizację planów i zamierzeń. Rozczarowania biorę jednak na siebie… Wszak – wszystko jest złudzeniem…
  12. Teorie wykładane mi przez P. są interesujące. Uwierzenie, że wszystko jest złudzeniem byłoby czasem przydatne.
  13. Czasem jednak nie tylko wierzę, ale i wiem, że wszystko jest złudzeniem.
  14. Ale to tylko wtedy, że gdy jestem osłabiona i zmęczona.
  15. W każdej innej chwili wierzę, że życie jest realne i mam na nie wpływ.
  16. I w tym momencie powinno pojawić się pytanie niczym z Hamleta: Złudzenie czy realność?? Oto jest pytanie…

piątek, 2 października 2009

myśli nieuczesane...

Przez ostatnich kilka miesięcy słabo dbałam o moich przyjaciół, nic zatem dziwnego, że dziś nie ma obok mnie nikogo. Przez ostatnich kilka miesięcy moje myśli krążyły jedynie wokół Toastmasters, spotkania demo i pracy… W tym czasie niemal wszystko było podporządkowane tym tematom. Nawet moje rozmowy ze znajomymi.
Wiem, że byłam w tym czasie bardzo wymagająca. Zdaję sobie sprawę, że eksploatowałam ponad miarę kilka osób. Mam wyrzuty sumienia. Niestety… za późno… Teraz tylko mogę zaprosić dziewczyny na wino…
Mam tylko nadzieję, że „udało” mi się pracować równie ciężko… Mam nadzieję, że one czuły się znacznie lepiej niż ja wracając do kogoś…
Nie, nie cierpię z tego powodu, że nie mam do kogo wracać. W takich chwilach jak ta byłoby jednak miło mieć do kogo zadzwonić… Przynajmniej tyle…

czwartek, 1 października 2009

przyjaźń

Jeśli któregoś dnia poczujesz, że chce Ci się płakać
– zadzwoń do mnie…
Nie obiecuję, że Cię rozbawię, ale mogę płakać razem z Tobą…

Jeśli któregoś dnia zapragniesz uciec,
nie bój się do mnie zadzwonić…
Nie obiecuję, że Cię zatrzymam, ale mogę pobiec z Tobą…

Jeśli któregoś dnia nie będziesz chciał nikogo słuchać
– zadzwoń do mnie…
Obiecuję być wtedy z Tobą i obiecuję być cicho…

Ale jeśli któregoś dnia zadzwonisz i nikt nie odbierze…
Przybiegnij do mnie bardzo szybko.
Mogę Cię wtedy potrzebować…

czwartek, 20 sierpnia 2009

urlop, czyli wypoczywać nie potrafię

Dawno, dawno temu pracowałam sporo. Nauka, praca w ogranizacjach, bycie z innymi i dla innych. Ani chwili odpoczynku, bo nawet kiedy nawet nie byłam niczym zajęta, to i tak w myślach robiłam projekty i plany, które trzeba było realizować. W pewnym momencie kazano mi nawet odpoczywać... To była "najstraszniejsza" pokuta jaką kiedykolwiek mi zadano. Siedząc bezczynnie, czyli z gazetą lub książką w ręce, zamartwiałam się tyloma niewykonanymi obowiązkami. Aż pewnego dnia organizm powiedział dość. I kazał odpoczywać. Przez pewien czas nawet stosowałam się do tej "prośby" mojego organizmu. Udało mi się nawet uśpić jego czujność i powoli, powoli zaczęłam wracać do dawnej aktywności. Tym sposobem pracuję zawodowo, studiuję, angażuję się w Toastmasters, Cashflow, uczę się włoskiego... Dnia powoli na te wszystkie aktywności nie wystarcza, a z żadnej nie zrezygnuję, bo są dla mnie ważne.
Wypoczynek pt. urlop stał się jednak dla mnie koniecznością. Tempo stało się zbyt zwariowane. Nawet jak na moje możliwości. Przed urlopem obiecałam sobie, że jedyne rzeczy jakie MUSZĘ to oddychać, spać i jeść... Przypomniałam sobie jednak, że odpoczywać to ja nie potrafię. Dlatego w czasie podobno wolnym czuwam nadla nad organizacją Klubu i spotkania demo, dlatego obmyślam (i za chwilę będę pisać) wypracowania z włoskiego, dlatego umawiam się na nocne konferencje z Area Governor, dlatego... mogę wyliczać i wyliczać.
Oczywiście, mam świadomość, iż te obowiązki i tak mnie nie minął. Warto je zatem wykonać teraz, kiedy mam wolne przynajmniej od pracy zawodowej (tylko dwa telefony z firmy!!!!!). I tak musiałabym to zrobić. Tyle tylko, że późnymi wieczorami. Pracując teraz gwarantuję sobie jakiś tydzień chodzenia spać o przyzwoitej porze...
Potrafię się usprawiedliwiać. Jestem w tym dobra.

środa, 29 lipca 2009

dwa oblicza Warszawy

Nic na to nie poradzę - jak wielu współczesnym Polakom, Warszawa kojarzy mi się z nadliczbą korporacji, pośpiechem, walką, zazdrością. Do głowy mi przychodzi jeszcze kilka rzeczowników i przymiotników o wybitnie negatywnym wydźwięku.
Kilka dni temu postanowiłam weekend spędzić w Warszawie właśnie. I okazało się, że można znaleźć miejsca piękne, spokojne, dające wytchnienie. Miejsca, gdzie ludzie się nie spieszą i uśmiechają do siebie.
Nic na to nie poradzę - jak wielu współczesnym Polakom, Warszawa kojarzy mi się z napływową ludnością, która usiłuje za wszelką cenę - nawet po trupach - osiągnąć sukces. Przychodzą mi na myśl ludzie, którzy nagle zrywają znajomości i nie mają czasu, bo kariera i pieniądze są najważniejsze.
W ostatni weekend rozmawialiśmy jednak o Warszawiakach od pokoleń, którzy o stolicę i o Polskę walczyli. Ludziach, którzy dla których stolica to nie tylko maszynka do robienia pieniędzy.
Niedziela też była dla nas "podwójna": msza św, uroczysta zmiana warty przy grobie nieznanego żołnierza i obiad... w McDonald's...

wtorek, 14 lipca 2009

być

Zdarzają się dni kiedy nic nie idzie tak, jak trzeba. Jakby się chciało. I wówczas pragnę pobyć z kimś... Nie po to, by rozmawiać. Po to, by zwyczajnie być.
Taką też obecność chę ofiarować innym.
Zdarzają się dni, kiedy dzieją się rzeczy nieoczekiwane. Wówczas pragnę dzielić się z innymi swoją radością. Razem z innymi zdziwić się swoją radością.
Taką też obecność chcę ofiarować innym.

Zdarza się, że czasem trudno znaleźć kogoś, kto zechciałby pomilczeć lub wypić szampana.
Zdarza się, że ludzie zajęci są swoimi sprawami.
Zdarza się, że ja jestem zajęta swoimi sprawami...

A dziś chcę opowiedzieć wszystkim, że przydarzyło się coś niezwykłego...

poniedziałek, 15 czerwca 2009

kołysanki i romanse

Przychodzą takie wieczory kołysankowo-romantyczne. Pojawiają się nie wiadomo skąd... nie zapowiadają swej wizyty. Po prostu są...
I wtedy chcę słuchać... czego?
Na początek Perfekt...
http://www.youtube.com/watch?v=hYgNp-5tGWI&feature=related oraz http://www.youtube.com/watch?v=4WJ3O94CIQA&feature=related Powinnam jeszcze dodać "Nie płacz Ewka", ale to piosenka na inna okazję... A skoro była kołysanka, to teraz będę się kołysać razem z Martyną Jakubowicz http://www.youtube.com/watch?v=lt-UrlAK1xc i jej misiakami http://www.youtube.com/watch?v=YyZVijsuHFY&feature=related
Ale pragnę też wpatrzeć się w portret... http://www.youtube.com/watch?v=pcwpwhPkUsE i podziękować... http://www.youtube.com/watch?v=8e_gz-q15as

To tylko fragment - wcale nieżelaznego - zestawu. Wszak zmienia się on każdego wieczory kołysankowo-romantycznego...