wtorek, 7 grudnia 2010

obraz przewodni


http://www.polityka.pl/galerie/1502271,10,skradzione-arcydziela---galeria.read

Ten obraz od kilku tygodni mam stale przed oczami. Przez najbliższych kilka dni bedzie jeszcze bardzie realny. Może jednak uda się wszystko ogarnąć... Spotkanie demonstracyjne, rejestracja Klubu, egzamin z angielskiego, rozliczenie projektu unijnego, spotkania z kandydatami, wyjazd do Poznania, (być może) wyjazd do Warszawy, zaliczenie zajęć z zarządzania... A to wszystko do końca przysz
łego tygodnia. Większoć - do najbliższej niedzieli...

poniedziałek, 6 grudnia 2010

matryca Eisenhowera

Brakuje mi pisania. Pisania, które pozwala poukładać myśli (nawet jeśli dla goszczących tu osób, moje poukładanie jest co najmniej zabałaganione).
Brakuje mi czasu. Chyba na własne życzenie mam zbyt wiele spraw i zbyt wiele obowiązków. Na własne życzenie ważne rzeczy mi umykają bezrefleksyjnie.
Brakuje mi spotkania. Z samą sobą. Z przyjaciółmi. Tyle tylko, że ci ostatni są od pewnego czasu daleko. Głównie w Warszawie.
Nie, nie jestem smutna - co najwyżej odrobinę zmęczona.
Uświadomiłam sobie, że trochę pomyliły mi się sprawy ważne, mniej ważne i te zupełnie błahe...

niedziela, 5 grudnia 2010

marzenia starej kobiety

Stara kobieta siedziała na ławeczce w rogu swojego ogrodu. Spod przymkniętych powiek spoglądała na róże, które wiele, wiele lat temu sadziła kochającą ręką. Przypominała sobie czas, gdy jako młoda dziewczyna swoje ulubione kwiaty pielęgnowała, jak z nimi rozmawiała, jak zdradzał im swe najdroższe tajemnice...
Na swej twarzy czuła ciepło słońca, zachodzącego powoli za horyzontem morza.
Czuła powiew Wiatru, czule i delikatnie muskającego jej twarz. Przypominała sobie czasy, gdy wraz z Wiatrem biegała po ogrodzie...
"Babciu, babciu!! Zobacz, jestem mewą!" Krzyk wnuczki wytrącił starą kobietę z zamyślenia. Spojrzała na dziewczynkę biegnącą ku nie z rozpostartymi rękoma. "Babciu, babciu, zobacz!"

"Ja też byłam kiedyś Mewą..."
"Ty, babciu?"
Stara kobieta nie przypuszczała, że dziewczynka mogła usłyszeć jej szept.
"Tak, Kochanie. Ja też byłam kiedyś Mewą. Byłam Mewą, która miała marzenia. Chciałam posiąść cały świat. Byłam zachłanna świata. To musiało skończyć się źle... I tak właśnie stałam się Mewą ze Złamanym Skrzydłem... Mogłam tylko patrzeć na Morze. Mogłam tęsknić za wolnością. Chciałam zatańczyć z Wiatrem..."
Stara kobieta zamyśliła się. Dziewczynka wiedziała, że ukochana babcia jest teraz o wiele, wiele lat od niej, w zupełnie innym świecie.
"I... i co się wydarzyło, Babciu?"
Stara kobieta uśmiechnęła się.
"Morze, Czas i Wiatr są najlepszymi lekarzami dla zranionej Mewy. Pamiętaj o tym Kochanie..."
Dziewczynka wiedziała, że nic więcej tego dnia nie usłyszy. A stara kobieta wróciła swą pamięcią do czasów, gdy siadała smutna w tym opuszczonym przez wszystkich kącie świata, który później stał się jej ogrodem. I uśmiechnęła się stara kobieta do siebie... "Czas i Wiatr są najlepszymi lekarzami dla zranionej Mewy..."

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Wczoraj na zajęciach nie miałam komputera, nie mogłam zatem zapisać tu niczego bezpośrednio. Wydaje mi się jednak, że obecna sytuacja wymagała wręcz kartki i papieru...

wtorek, 23 lutego 2010

Va' dove ti porta il tuo cuore

Minęło mnóstwo czasu od ostatniego wpisu. Czasu, którego niemal nie zauważyłam. Czasu, w którym wydarzyło się tak wiele. Począwszy od kwitnącej przyjaźni, poprzez dziwną sytuację w pracy i absolutny brak motywacji, na nowych planach skończywszy.
Gdzie mnie niesie moje serce? Zapewne w stronę rozwoju zawodowego. I to jest mój wybór. Absolutnie świadomy. Co nie oznacza, że pewnego dnia nie odkryję, iż jest inne pole, na którym chcę i powinnam się realizować. Bo moje serce lubi ostre wiraże...
Zatem idę wedle głosów mego serca. I pozwalam sobie zgadzać się na błędy.

środa, 28 października 2009

mogę wszystko

Ok, ok... Kwantyfikatorów wielkich używać należy ostrożnie. Tytuł tego wpisu brzmi jednak bardzo optymistycznie, a właśnie optymizm jest mi dziś wyjątkowo potrzebny.
Wyjazdowa część urlopu, przesilenie jesienne i trudny ostatnich kilku miesięcy sprawiły, że od pewnego czasu nie czułam się najlepiej. Zaczął mnie dopadać smutek graniczący z depresją - wiem o czym mówię. Dziś jednak zrozumiałam, że nad pewnymi wydarzeniami MAM kontrolę. Mogę zapanować nad swoimi reakcjami - przynajmniej niektórymi. Mogę kształtować swoją przyszłość...
Dobrze mieć świadomość, że na część moich reakcji wpływają czynniki zewnętrzne (pogoda, zmęczenie) i "wewnętrzne" (hormony). To pozwala na to, by się zatrzymać i pójść dalej. Nie wiem czy to będzie pójście prostą drogą, czy kolejny zakręt. Okaże się za jakiś czas.
(Gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie o determinizm i wolną wolę...)
A jeśli wszystko mogę, to może warto zrobić cokolwiek.
Fakt, iż wszystko mogę nie oznacza, że zrobię wszystko - to nawet nie jest fizycznie możliwe. Powtarzam jednak - warto zrobić cokolwiek.
Jakie są zatem plany na najbliższy czas? Zadbać o rozwój TM i o skuteczność w pracy. W obu przypadkach mam już pewne plany bardzo konkretne: strona internetowa, przygotowane spotkanie zarządu i klubu, promocja, determinacja przy pozyskiwaniu klientów (postaram się nie przejmować odmowami).
Warto jednak zrobić coś nowego... Czy to będzie współpraca przy nowym projekcie P.? W ciągu najbliższych kilku tygodni - tak.
Planów i pomysłów mam więcej. Robiąc jednak wszystko - nie zrobię nic.

kawiarniany szał

Tym razem październikowy urlop - część wyjazdowa - stał pod znakiem chłodu i deszczu. Troszkę żałuję. Miałam nadzieję, że pospaceruję po krakowskim starym rynku, plantach... Rzeczywiście spacerowałam, ale głównie po alejkach galerii krakowskiej. Jakby nie było - również ciekawe doświadczenie.
Warszawa i Poznań (zwłaszcza Poznań) to były kawiarnie i książki. Za zimno było na spacery.
Polecam Empik Caffe w Starym Browarze. Wyjątkowa cisza w centrum handlowym, dobra kawa i herbata, bardzo miła obsługa. A jeśli ktoś chce zjeść pyszne lody - Italian w Galerii Krakowskiej. Hałas nieprzeciętny, tłum trudny do opisania (byłyśmy tam w niedzielę...), ceny dość wysokie, ale jaki smak... Mniam, mniam :-) Podobno kawiarnia tej sieci jest również w warszawskiej Arkadii. Szkoda, że w Toruniu nie ma naprawdę przyzwoitej lodziarni :-(

sobota, 3 października 2009

sto

  1. Setny wpis zasługuje na sto punktów. Na siłę ich wymyślać nie będę.
  2. Wpis poprzedni mógł sugerować, że nie dość dokładnie odrobiłam lekcję dotyczącą samotności. Odrobiłam fantastycznie. Zdarza się jednak, że chciałabym mieć z kim porozmawiać. O wszystkim i o niczym.
  3. A jeśli mowa o samotności. Jeśli już jestem sama (co mi nie przeszkadza i te słowa nie są udowadnianiem sobie czegokolwiek), to bardzo chętnie zamieszkałabym wreszcie sama. Byłoby miło.
  4. Nie jestem Kopciuszkiem… Bardzo bym chciała, ale nie jestem. Wydoroślałam…
  5. Wysoki poziom stresu i adrenaliny utrzymywał mnie przy „życiu” przez ostatnich kilka tygodni.. Od kilku dni próbuję dojść do siebie. Trudna sprawa.
  6. Wiem, że w tej sytuacji przydałby się odpoczynek. Taki porządny (hehe, nie umiem odpoczywać!!). Urlop co prawda jest zaplanowany, ale plany nieco się zmieniły.
  7. Kraków na razie pozostaje niezmienny. Szkoda, że Marta nie pojedzie.
  8. Plany są po to, by je zmieniać. Niestety, ostatnio zbyt wiele planów się zmieniło…
  9. Zdaję sobie sprawę, że wzrost następuje w następstwie zmian. Tych jednak jest tak wiele, że ich nie ogarniam.
  10. Zmieniają się plany także te, na których realizację czekałam już od pewnego czasu. Poczekam jeszcze trochę. Wierzę, że warto.
  11. Wierzę, że nie tylko ja oczekuję na realizację planów i zamierzeń. Rozczarowania biorę jednak na siebie… Wszak – wszystko jest złudzeniem…
  12. Teorie wykładane mi przez P. są interesujące. Uwierzenie, że wszystko jest złudzeniem byłoby czasem przydatne.
  13. Czasem jednak nie tylko wierzę, ale i wiem, że wszystko jest złudzeniem.
  14. Ale to tylko wtedy, że gdy jestem osłabiona i zmęczona.
  15. W każdej innej chwili wierzę, że życie jest realne i mam na nie wpływ.
  16. I w tym momencie powinno pojawić się pytanie niczym z Hamleta: Złudzenie czy realność?? Oto jest pytanie…

piątek, 2 października 2009

myśli nieuczesane...

Przez ostatnich kilka miesięcy słabo dbałam o moich przyjaciół, nic zatem dziwnego, że dziś nie ma obok mnie nikogo. Przez ostatnich kilka miesięcy moje myśli krążyły jedynie wokół Toastmasters, spotkania demo i pracy… W tym czasie niemal wszystko było podporządkowane tym tematom. Nawet moje rozmowy ze znajomymi.
Wiem, że byłam w tym czasie bardzo wymagająca. Zdaję sobie sprawę, że eksploatowałam ponad miarę kilka osób. Mam wyrzuty sumienia. Niestety… za późno… Teraz tylko mogę zaprosić dziewczyny na wino…
Mam tylko nadzieję, że „udało” mi się pracować równie ciężko… Mam nadzieję, że one czuły się znacznie lepiej niż ja wracając do kogoś…
Nie, nie cierpię z tego powodu, że nie mam do kogo wracać. W takich chwilach jak ta byłoby jednak miło mieć do kogo zadzwonić… Przynajmniej tyle…

czwartek, 1 października 2009

przyjaźń

Jeśli któregoś dnia poczujesz, że chce Ci się płakać
– zadzwoń do mnie…
Nie obiecuję, że Cię rozbawię, ale mogę płakać razem z Tobą…

Jeśli któregoś dnia zapragniesz uciec,
nie bój się do mnie zadzwonić…
Nie obiecuję, że Cię zatrzymam, ale mogę pobiec z Tobą…

Jeśli któregoś dnia nie będziesz chciał nikogo słuchać
– zadzwoń do mnie…
Obiecuję być wtedy z Tobą i obiecuję być cicho…

Ale jeśli któregoś dnia zadzwonisz i nikt nie odbierze…
Przybiegnij do mnie bardzo szybko.
Mogę Cię wtedy potrzebować…