niedziela, 19 grudnia 2010

słuchowiec

Wczoraj włączyłam sobie kasetę (tak, tak... posiadam coś takiego jak kasety magnetofonowe) z piosenkami Edyty Geppert. Jak zwykle przeniosły mnie w światy niezwykłe i kazały mi pogadać z samą sobą. Nawet jesli "z samą sobą jest dogadać się tak trudno". Zwłaszcza ostatnio, gdy zmęczenie i inne wydarzenia wpływają na to, iż moje emocje wrzą i niewiele brakuje, by wybuchły.
A potem zostało mi przypomniane, że "jakie serce, taki lęk" i zrobiło się na chwilę bardzo smutno. Na szczęście "Zamiast" zawsze wlewa we mnie nadzieję. Czasem okraszoną smutkiem, płaczem, a czasem spokojem...
Tak, to jest piosenka na dzis...

piątek, 17 grudnia 2010

zaprzęg

Kilkanacie miesięcy temu w moim zaprzęgu pojawili się naprawdę silni reprezentanci. Determinacja, Opanowanie, Cierpliwość. Liderami były jednak Siła i Nadzieja - dzięki nim wszyscy pozostali dawali z siebie więcej niż wynika to z nich samych. Pewnej granicy jednak nie są w stanie przekroczyć i trzeba było zacząć wymieniać reprzentantów.
I tak - nie od razu, a przecież niespodziewanie - w moim zaprzęgu mam Zniechęcenie, Niecierpliwość i inni.
Siła i Nadzieja same nie pociągną daleko, ciągnąc za wszystkich. Bezsilność i Beznadzieja już się wyrywają, by zastąpić swe konkurentki... Ta sytuacja w tym momencie wydaje się być całkiem realna... Co zrobić, by jej zapobiec??

czwartek, 16 grudnia 2010

wtorek, 7 grudnia 2010

obraz przewodni


http://www.polityka.pl/galerie/1502271,10,skradzione-arcydziela---galeria.read

Ten obraz od kilku tygodni mam stale przed oczami. Przez najbliższych kilka dni bedzie jeszcze bardzie realny. Może jednak uda się wszystko ogarnąć... Spotkanie demonstracyjne, rejestracja Klubu, egzamin z angielskiego, rozliczenie projektu unijnego, spotkania z kandydatami, wyjazd do Poznania, (być może) wyjazd do Warszawy, zaliczenie zajęć z zarządzania... A to wszystko do końca przysz
łego tygodnia. Większoć - do najbliższej niedzieli...

poniedziałek, 6 grudnia 2010

matryca Eisenhowera

Brakuje mi pisania. Pisania, które pozwala poukładać myśli (nawet jeśli dla goszczących tu osób, moje poukładanie jest co najmniej zabałaganione).
Brakuje mi czasu. Chyba na własne życzenie mam zbyt wiele spraw i zbyt wiele obowiązków. Na własne życzenie ważne rzeczy mi umykają bezrefleksyjnie.
Brakuje mi spotkania. Z samą sobą. Z przyjaciółmi. Tyle tylko, że ci ostatni są od pewnego czasu daleko. Głównie w Warszawie.
Nie, nie jestem smutna - co najwyżej odrobinę zmęczona.
Uświadomiłam sobie, że trochę pomyliły mi się sprawy ważne, mniej ważne i te zupełnie błahe...

niedziela, 5 grudnia 2010

marzenia starej kobiety

Stara kobieta siedziała na ławeczce w rogu swojego ogrodu. Spod przymkniętych powiek spoglądała na róże, które wiele, wiele lat temu sadziła kochającą ręką. Przypominała sobie czas, gdy jako młoda dziewczyna swoje ulubione kwiaty pielęgnowała, jak z nimi rozmawiała, jak zdradzał im swe najdroższe tajemnice...
Na swej twarzy czuła ciepło słońca, zachodzącego powoli za horyzontem morza.
Czuła powiew Wiatru, czule i delikatnie muskającego jej twarz. Przypominała sobie czasy, gdy wraz z Wiatrem biegała po ogrodzie...
"Babciu, babciu!! Zobacz, jestem mewą!" Krzyk wnuczki wytrącił starą kobietę z zamyślenia. Spojrzała na dziewczynkę biegnącą ku nie z rozpostartymi rękoma. "Babciu, babciu, zobacz!"

"Ja też byłam kiedyś Mewą..."
"Ty, babciu?"
Stara kobieta nie przypuszczała, że dziewczynka mogła usłyszeć jej szept.
"Tak, Kochanie. Ja też byłam kiedyś Mewą. Byłam Mewą, która miała marzenia. Chciałam posiąść cały świat. Byłam zachłanna świata. To musiało skończyć się źle... I tak właśnie stałam się Mewą ze Złamanym Skrzydłem... Mogłam tylko patrzeć na Morze. Mogłam tęsknić za wolnością. Chciałam zatańczyć z Wiatrem..."
Stara kobieta zamyśliła się. Dziewczynka wiedziała, że ukochana babcia jest teraz o wiele, wiele lat od niej, w zupełnie innym świecie.
"I... i co się wydarzyło, Babciu?"
Stara kobieta uśmiechnęła się.
"Morze, Czas i Wiatr są najlepszymi lekarzami dla zranionej Mewy. Pamiętaj o tym Kochanie..."
Dziewczynka wiedziała, że nic więcej tego dnia nie usłyszy. A stara kobieta wróciła swą pamięcią do czasów, gdy siadała smutna w tym opuszczonym przez wszystkich kącie świata, który później stał się jej ogrodem. I uśmiechnęła się stara kobieta do siebie... "Czas i Wiatr są najlepszymi lekarzami dla zranionej Mewy..."

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Wczoraj na zajęciach nie miałam komputera, nie mogłam zatem zapisać tu niczego bezpośrednio. Wydaje mi się jednak, że obecna sytuacja wymagała wręcz kartki i papieru...

wtorek, 23 lutego 2010

Va' dove ti porta il tuo cuore

Minęło mnóstwo czasu od ostatniego wpisu. Czasu, którego niemal nie zauważyłam. Czasu, w którym wydarzyło się tak wiele. Począwszy od kwitnącej przyjaźni, poprzez dziwną sytuację w pracy i absolutny brak motywacji, na nowych planach skończywszy.
Gdzie mnie niesie moje serce? Zapewne w stronę rozwoju zawodowego. I to jest mój wybór. Absolutnie świadomy. Co nie oznacza, że pewnego dnia nie odkryję, iż jest inne pole, na którym chcę i powinnam się realizować. Bo moje serce lubi ostre wiraże...
Zatem idę wedle głosów mego serca. I pozwalam sobie zgadzać się na błędy.

środa, 28 października 2009

mogę wszystko

Ok, ok... Kwantyfikatorów wielkich używać należy ostrożnie. Tytuł tego wpisu brzmi jednak bardzo optymistycznie, a właśnie optymizm jest mi dziś wyjątkowo potrzebny.
Wyjazdowa część urlopu, przesilenie jesienne i trudny ostatnich kilku miesięcy sprawiły, że od pewnego czasu nie czułam się najlepiej. Zaczął mnie dopadać smutek graniczący z depresją - wiem o czym mówię. Dziś jednak zrozumiałam, że nad pewnymi wydarzeniami MAM kontrolę. Mogę zapanować nad swoimi reakcjami - przynajmniej niektórymi. Mogę kształtować swoją przyszłość...
Dobrze mieć świadomość, że na część moich reakcji wpływają czynniki zewnętrzne (pogoda, zmęczenie) i "wewnętrzne" (hormony). To pozwala na to, by się zatrzymać i pójść dalej. Nie wiem czy to będzie pójście prostą drogą, czy kolejny zakręt. Okaże się za jakiś czas.
(Gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie o determinizm i wolną wolę...)
A jeśli wszystko mogę, to może warto zrobić cokolwiek.
Fakt, iż wszystko mogę nie oznacza, że zrobię wszystko - to nawet nie jest fizycznie możliwe. Powtarzam jednak - warto zrobić cokolwiek.
Jakie są zatem plany na najbliższy czas? Zadbać o rozwój TM i o skuteczność w pracy. W obu przypadkach mam już pewne plany bardzo konkretne: strona internetowa, przygotowane spotkanie zarządu i klubu, promocja, determinacja przy pozyskiwaniu klientów (postaram się nie przejmować odmowami).
Warto jednak zrobić coś nowego... Czy to będzie współpraca przy nowym projekcie P.? W ciągu najbliższych kilku tygodni - tak.
Planów i pomysłów mam więcej. Robiąc jednak wszystko - nie zrobię nic.

kawiarniany szał

Tym razem październikowy urlop - część wyjazdowa - stał pod znakiem chłodu i deszczu. Troszkę żałuję. Miałam nadzieję, że pospaceruję po krakowskim starym rynku, plantach... Rzeczywiście spacerowałam, ale głównie po alejkach galerii krakowskiej. Jakby nie było - również ciekawe doświadczenie.
Warszawa i Poznań (zwłaszcza Poznań) to były kawiarnie i książki. Za zimno było na spacery.
Polecam Empik Caffe w Starym Browarze. Wyjątkowa cisza w centrum handlowym, dobra kawa i herbata, bardzo miła obsługa. A jeśli ktoś chce zjeść pyszne lody - Italian w Galerii Krakowskiej. Hałas nieprzeciętny, tłum trudny do opisania (byłyśmy tam w niedzielę...), ceny dość wysokie, ale jaki smak... Mniam, mniam :-) Podobno kawiarnia tej sieci jest również w warszawskiej Arkadii. Szkoda, że w Toruniu nie ma naprawdę przyzwoitej lodziarni :-(