Przed chwilą przejrzałam moje poprzednie wpisy. Zauważyłam, że poza mnóstwem literówek, jest kilka odwołań do Bridget Jones. Magda twierdzi, że daleko mi do niej, chociażby dlatego, że nie mam takiej nadwagi, nie palę i nie piję tyle co ona. A jednak jakieś podobieństwa można między nami zauwazyć. Przede wszytskim robienie planów na przyszłość. A właściwie postanowień. W moim przypadku byłoby to na ten przykład: schudnąć nieco (no co - kobietą jestem:-)), zrobić certyfkat z włoskiego, itd, itp...
Bridget Jones wzięła jednak sprawy zawodowe w swoje ręce (abstrahuję od tego jak sobie w tej nowej pracy radziła). Coś ze swoim życiem jednak zrobiła.
A ja żyję z dnia na dzień. I coraz mniej mi się to podoba, choć mam na to wpływ niewielki. Bo choroba, bo taki a nie inny rynek pracy, bo wykształcenie dyktowane sercem a nie rozumem... Może jednak tym razem... Ale na razie cicho sza :-) Nie dlatego, że nie chcę zapeszać - przesądna to ja nie jestem. Po prostu na razie nic nie wiem jeszcze konkretnego, trzeba najpierw z Przemkiem obgadać sprawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz