Częściej lub rzadziej zdarza mi się mieć tzw. doła. O ile to możliwe, staram się tym nie obciążać innych. O ile to możliwe, staram się przelać swe smutki i frustracje na elektroniczny (już) papier. Czasem blogowy.
O ile to możliwe, staram się w stylu amerykańskim mówić, że wszystko jest w porządku.
Zdarza się jednak, że to nie jest możliwe. Wówczas mówię: "dzień (nie)dobry". A że ostatnio moimi nieco bliższymi znajomymi są w większości mężczyźni, to mam pewność, że na dłuższą rozmowę w takie dni nie mam szans. Jest pewne, żŻe uciekną, bo nie wiedzą jak zachować się wobec smutku czy złości. I nie chodzi o rozstrząsanie problemu, ale o dalsze bycie. Mężczyźni uciekają...
I żebym nie musiała tłumaczyć się w komentarzach :-) Nie oskarżam - stwierdzam fakt.
Czytając Twój wpis wyobraziłem sobie człowieka. Był to mężczyzna, ale Ty możesz spróbować pomyśleć o kobiecie.
OdpowiedzUsuńWięc ta osoba, żyje w podobnym świecie jak my, jest w podobnym środowisku jak my i w tym dniu czuje się smutna i sfrustrowana.
I jest jeszcze druga osoba. W podobnym środowisku ja TY, w podobnej pracy jak TY, w podobnym wieku jak TY i podobnie zasmucona i sfrustrowana.
Ta pierwsza osoba opiera swoje życie o kilka filarów:
Rodzina, religia, praca, hobby, przyjaciele...
...i w takich chwilach, dzieli się swoimi troskami z przyjaciółmi.
Kiedy jest źle dzieli się smutkiem, kiedy jest dobrze dzieli się radością. Dlaczego to robi?
Ta osoba tego nie wie dlaczego, ale wie jedno...że jej to pomaga.
Kiedy już naładuje baterię przychodzi dzień w którym to ona słucha, stara się zrozumieć, czasem może pomóc. Gdyby te smutki trwałyby zbyt długo byłyby "większe" i nie mogłaby przejąć trochę tych trosk od przyjaciółki, przyjaciela.
Druga osoba buduje swoje fundamenty na...
....właśnie na czym budujesz?
P.S. Przyjaciel to taka "rzecz", którą należy wykorzystywać ;)